Drodzy Państwo
Ci co mnie znają mówią, że jestem ateistą. I potępiają mnie oraz straszą zemstą Pana Boga. Ja im tłumaczę, że nie obawiam się zemsty, bowiem sam Bóg twierdzi, a raczej jego ziemscy urzędnicy, że jest miłosierny i wybacza grzesznikom. Poza tym, skoro stworzył grzech, to to jest rzeczą boską. A miłosierdzie jego jest niezbadane. No, jeżeli tak, to, czego się obawiać? Czyśćca? OK, mogę tam pójść, bo stamtąd też się podobno wychodzi i jest wtedy wesoło. Piekła się nie boję, bo mam je już na ziemi. Więc każda inna zmiana miejsc będzie tylko ulgą. Pewnie takiego samego zdania są kościelni celebranci, bo grzeszą jak cholera, aż papież ma z nimi problem. Ale ja nie o tym.

Czasem sam sobie wyrzucam nieuczciwość w stosunku do samego siebie, bo zaprzeczam swoim poglądom. Spieszę tu wyjaśnić, że ja tylko „okolicznościowo” tak postępuję. Czy to mnie rozgrzesza? Tego nie wiem, ale prawdę mówiąc jest mi trochę „nieswojo”. W mojej rodzinie po mieczu, Święta Bożego Narodzenia były dla mojego śp. Ojca wielkim wydarzeniem, bodajże najważniejszym w roku. Pochodził zza Tarnowa, więc wszystko jasne. Mnie z polskich akcentów świątecznych zawsze fascynowała tradycja ubierania choinki, a później wyjadania zawieszonych na niej cukierków czekoladowych oraz piękny zwyczaj tzn. opłatek, życzenia szczere lub mniej szczere, a zawsze banalne, w które i tak nikt nie wierzył, obdzielanie wigilijnym opłatkiem czworonożnych przyjaciół. Piękny ten zwyczaj ukazuje ludzką wrażliwość na życie braci mniejszych, jak pięknie to określił Święty Franciszek, najbardziej znany ich przyjaciel. Niestety, wrażliwość ludzi najczęściej kończy się wraz przemijaniem świąt. Zdecydowana większość z nas traktuje czworonożne stworzenia jak członków rodziny i w należny sposób otacza ich opieką, o czym świadczy ilość sklepów ze smakołykami dla pupili. Czyli problem wydaje się niewielki albo żaden. Ale wcale nie jest aż tak różowo.

Wystarczy spojrzeć na portale społecznościowe: pies zakatowany przez właściciela, inny przywiązany w lesie na krótkiej smyczy do drzewa, jeszcze inny wyrzucony z samochodu by zakończył życie na poboczu drogi. A one nie przestają kochać, choć ich opiekun okazał się kanalią. Takich nieludzkich zachowań, które zapisują się smutnymi zgłoskami jest niestety bez liku. Mam wielki szacunek dla wolontariuszy, bo wolny czas poświęcają na opiekę nad psiakami i kotami ze schronisk, dla starszych pań, które za pieniądze z swoich skromnych emerytur dokarmiają bezdomne osiedlowe psy i koty. Przed moim blokiem, w którym pomieszkuję, na posesji przebywa ok. dziesięć kotów, które regularnie odwiedzają wybrane miejsca, gdzie mają zawsze wystawione ciasteczka, a latem także mleczko. Tylko sąsiedzi starszej pani są bezduszni i narzekają na koty, które znalazły sobie schronienia w korytarzach piwnic, a dzieci jak to dzieci, zawsze są bezkrytyczne i przeszkadzają kotom w posiłku. Tu upatruję winę rodziców, jako głównych sprawców kocich kłopotów. I dlaczego tak? Przecież to pożyteczne stworzenia. Ni cholery tego pojąć nie potrafię.

Tak sobie myślę, iż księża zamiast pieprzyć o polityce wiernym „owieczkom”, mieliby doskonały temat w czasie kapłańskich odwiedzin – „pokaż mi, jak traktujesz swoje zwierzęta, a będę wiedział jakim jesteś człowiekiem”. Gdyby ksiądz zapowiedział plan swoich duszpasterskich odwiedzin, oraz to, że chciałby zobaczyć jak traktowani są bracia mniejsi w wiejskich obejściach (i nie tylko tam), to być może choćby na ten jedyny dzień, zwierzęta miałby święto od łańcuchów i blaszanych bud z przerobionych z blaszanych beczek po oleju napędowym. I na koniec – czy dzieciaki na lekcjach religii z należną starannością uczą się o Panu Bogu, który ma serce przepełnione miłością?
Z pewnością nie, bo proboszcz wrażliwości na temat losu zwierząt nie porusza. Wszak zwierzęta ponoć duszy nie mają.

Niedawno z mediów dowiedziałem się i byłem pod ogromnym wrażeniem bezduszności kapłana, któremu odebrano rasowego owczarka niemieckiego z wielkim gnijącym guzem na tylnej nodze. W efekcie tego weterynarz musiał psu nogę amputować. Ten ksiądz nie może mówić o wielkim sercu do ludzi i zwierząt. A czworonóg dopiero uwolniony spod opieki księdza – sadysty poszczekać sobie może radośnie, bo uwolnił się od „Miłości” swojego opiekuna – kata.

I kto tu jest dobry człowiekiem – ja ateista czy wy, katolicy?
„jestem zdania, jak okiem sięgnąć nie widać uczucia” (Franz Kawka)
Ot, co…

Comments

comments