Coś, co mnie denerwuje
Szanowni Państwo

Niezaprzeczalnie Olga Tokarczuk to świetna pisarka. Chwacko i zgrabnie w latach 90 z literek polskich rodziła donosy na polskich antysemitów na zlecenie obcej ambasady. Wychwalana obecnie pod niebiosa Olga, znana jest głównie z nienawiści do Polski i skrajnego filosemityzmu. Czytając jej wypociny i to, co się wyczynia w naszym kraju na jej temat, zaczynam myśleć, że w pijanym widzie wymyśliłem sobie nieprawdziwą historię Polski, jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości, co kwestionuje pani niejaka Tokarczuk Olga. Często owa dama podkreśla gdzie tylko może, iż temat pogromów z okresu II wojny światowej i późniejszego, jako Polacy zamietliśmy pod dywan, a zaczęliśmy sobie wmawiać, że jesteśmy narodem, który walczy o „wolność waszą i naszą”. Postuluje wręcz napisanie historii Polski od nowa. Ta pani, która jadła polski chleb, gdzie otrzymała wykształcenie, teraz kąsa podaną rękę twierdząc, że trzeba stanąć z historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które ponoć robili Polacy, jako kolonizatorzy. Jako większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów. Czytając te brednie, zastanawiam się, kto tu jest przy zdrowych zmysłach, a może to ja jestem wrednym nieukiem i celowo zapieram się znajomości historii własnego kraju? Na szczęście nie muszę, bo nie posiadam korzeni od „czosnkowych”. Tu uprzedzam i wyjaśniam – nie jestem nacjonalistą, ale bezczelność obcej nacji wprowadza mnie w stan „rozwolnienia zwojów umysłowych” czy perystaltycznego odruchu żołądka. – a to oznacza, że chętnie dałbym kłamcy we wredny pysk, a płeć nie ma tu nic do rzeczy. Natomiast przyznanie Literackiej Nagrody Nobla osobie wsławionej opluwaniem Polski nie może budzić wątpliwości, o co tu tak naprawdę chodzi. Przygotowania trwały od dawna i zaowocowały pełnym sukcesem. Najpierw przyznano nudnej literatce wszelkie postkomunistyczne nagrody typu Nike czy Paszport Polityki, później przetłumaczono jej „dzieła” na wszystkie znaczące języki świata za pieniądze podatników (750 tys. zł) – nie wydawców, bo ci nie frajerzy, wiedzieli, że tego nikt nie kupi.
(cdn)
Ot, co…

Wszystkie prawa zastrzeżone 2019 Marian Jedlecki

Comments

comments