Recenzja z X pleneru literackiego w Międzywodziu
Marian Jedlecki

Jubileuszowy, o rozszerzonej formule literacko-plastyczno-fotograficznej plener w Międzywodziu zaistniał, podobnie jak i poprzednie, w wyniku organizacyjnych zabiegów Mariana (Prezesa) i Barbary Jedleckich – aktywistów, członków zarządu Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich w Kołobrzegu. Inicjatywa ta jest jedną z kilku spotkań artystycznych, jakim patronuje Stowarzyszenie ( m.in. w Kołobrzegu i Kazimierzu Dolnym). Ich cel to integracja środowisk twórczych z terenu całej Polski. Kontakt można nawiązać przez Internet. Stwarzają one warunki do prezentacji własnej twórczości, jej krytyczno artystycznej oceny i doradztwa, uczestniczenie w zajęciach warsztatowych, wykładach, występach wokalno-literackich w okolicznych ośrodkach wczasowych, domach kultury i bibliotekach. Dodatkowym bonusem Międzywodzia jest jego położenie między Zatoką Kamieńską, a bałtycką plażą z jej wyjątkowym piaskiem, pasem nadbrzeżnego sosnowego lasu i bliskością atrakcyjnych miejscowości: Dziwnowa, Kamienia Pomorskiego i Międzywodzia. W tegorocznym plenerze uczestniczyło 16 osób: 12 literatów, w tym dwoje zainteresowanych też fotografią artystyczną, troje wokalistów i jedna plastyczka specjalizująca się w kolażach. Pogoda wyjątkowo w tym roku nam sprzyjała, było ciepło, morze miało 21 stopni C i zapraszało wraz ze słońcem do kąpieli wodnych i słonecznych. Udało się jednak tak zaplanować zajęcia, aby z plażą nie kolidowały i pogodzić satysfakcje cielesne z intelektualnymi i duchowymi.


Rozpoczęliśmy wieczorem poświęconym różnym formom prozatorskim. Wystąpiły:
Elżbieta Kondraciuk (Warszawa) uprawiająca m.in. krótkie opowiadania. Przedstawiła trzy utwory oparte na osobistej retrospekcji osadzonej w rustykalnych realiach. Jej proza ujęła słuchaczy swoją poetycko-baśniową aurą, niejednoznacznością, precyzją wysłowienia i przemyślaną kompozycją.
Jolanta Kowalska (Chojnice) przeczytała spore fragmenty nowo wydanej prozy biograficznej, opartej na historii życia jednej z rodzin ze swojego środowiska p.t. „W lustrze doznań”. Autorka, przygotowując się do zbeletryzowania jej historii, poświęciła wiele czasu na zapoznanie się z dokumentami, archiwaliami, zdjęciami, przeprowadziła też wielogodzinne rozmowy z członkami rodziny. W dyskusji zwracano uwagę nie tylko na faktografię, lecz na umiejętne łączenie warsztatu publicystyczno-dokumentalnego z upoetyzowaną narracją literacką.
Beata Kępińska (Kielce) zgodziła się przedstawić fragmenty swojej kolejnej powieści inspirowanej relacjami we własnej rodzinie, nad którą aktualnie pracuje. Pokazała tajemnice swego warsztatu, nie stroniła też od ujawnienia trudności i wątpliwości, jakie stają przed nią w trakcie realizacji swojego twórczego zamierzenia. Ze względu na późną porę wieczór musieliśmy przerwać i kontynuować już od rana następnego dnia. Wystąpiła:
Joanna Usarek (Warszawa), która zaskoczyła nas formą prozatorską nie dającą się sklasyfikować gatunkowo. Jej debiut prozatorski o niezbyt fortunnym tytule zmienionym przez wydawcę – „Patrz! Jest”, Wyd. R&S-Publika, Warszawa 1999 r. – ma hybrydową formę, łączy w sobie elementy autentycznych i konfabulowanych listów własnych oraz prawdziwych i fikcyjnych postaci. Wszystko to spojone jest odautorską narracją pełną rozważań filozoficznych, egzystencjalnych ujętych w formie eseistycznych rozpraw o dużym ładunku emocjonalnym i upoezjowanym starannie literackim języku. Autorka , osoba o dużym potencjale nadwrażliwości ( którą umie przetworzyć w niebanalną , odkrywczą literaturę ) jest mało znana. Oprócz promocji książki w r. 2000 nie miała żadnych spotkań z czytelnikami, czasopisma literackie i krytyka też nie odnotowały dotąd tego interesującego debiutu.
Spotkanie trwało ponad dwie godziny. Uczestnicy reagowali żywiołowo, emocjonalnie i dociekliwie zarówno na świetnie przez autorkę przeczytane fragmenty, jak i jej do nich komentarze oraz osobiste wglądy w swoje skomplikowane ego.
Odbyły się też trzy prezentacje poetyckie, w których wystąpiły: Irena Grabowiecka (Białystok), Halina Surmacz (Szczecin), Krystyna Henczel (Poznań), Jolanta Kowalska (Chojnice), Grażyna Cylwik (Białystok), Beata Kępińska (Kielce) i Marian Jedlecki (Kołobrzeg). Osoby te przedstawiły swoje wiersze z ostatnich tomików i te nowo napisane, czekające na publikację. Paleta propozycji była dość bogata tematycznie, ale przeważały teksty o charakterze introspekcyjnym, wynikające z bardziej lub mniej głębokich samoanaliz psychologicznych, zachwytów nad pięknem natury, nostalgicznych tęsknot za minionym czasem itp. Stroniono zaś od podejmowania refleksji poetyckich odnoszących się do problemów o charakterze społecznym, obywatelskim, etycznym, do dzisiejszego „tu i teraz” tak w kraju, jak i w skali globalnej. Trochę to wszystko wybrzmiewało w duchu frazy klasyka: „Sobie śpiewam a Muzom”. Co nie znaczy, że to tę poezję dyskwalifikuje. Jednak, moim zdaniem, tendencja ta, która charakteryzuje całą polską poezję dziś, mocno ją zubaża. W końcu pisarz, poeta powinien jakoś reagować na pewne anomalie, które istnieją w otaczającym go świecie. Ucieczka w prywatność, emigracja wewnętrzna nie służą naszemu wspólnemu dobru, prawdzie i… Szczęściu. Dużym zainteresowaniem w tym roku cieszyły się nowo wprowadzone formy zajęć – wykład i zajęcia warsztatowe. Irena Grabowiecka (Białystok), uprawiająca poezję, krytykę literacką i fotografię artystyczną przedstawiła ze swadą temat: „Esej jako forma wypowiedzi literackiej”. Wypowiedź zawierała część teoretyczną, którą w dalszej części wykładu egzemplikowała różnymi typami esejów ( z którymi słuchacze zapoznali się wcześniej w ramach „ pracy domowej”). Mogli więc żywo włączyć się do rozmowy, a nawet polemizować z wykładowczynią. Tadeusz Sznerch (Legnica) zaproponował (i zrealizował) warsztaty zatytułowane: „Podglądanie Mistrzów słowa poetyckiego”. Na pierwsze zajęcia przygotował wiersze nie podając nazwiska autora. Pomysł był taki, by koncentrować się na tym, co i jak jest napisane, a nie ulegać magii nazwiska. Teksty, na ogół nie znane odbiorcom, bardzo przypadły im do gustu i spotkały się z żywą reakcją oraz podziwem dla niewątpliwych ich mistrzowskich walorów. Były to wiersze Anny Kamieńskiej z tomu „Rzeczy małe” w wyborze i z posłowiem Bogusława Kierca, wydane przez Biuro Literackie, Wrocław 2013. Temat drugich zajęć zbiegł się szczęśliwie z artykułem Janusza Rudnickiego p.t. „Ginczanka forver” w „Gazecie Wyborczej” z 25-26 sierpnia b.r. Zachętą do udziału w spotkaniu było zacytowanie wcześniej przez prowadzącego szczerego wyznania autora: „ Znasz Ginczankę, zapytał ktoś, a ja, że nie, nie piłem. Myślałem, że chodzi o nową wodę mineralną”. Ponieważ ten syndrom odnosił się też do większości plenerowiczów, frekwencja dopisała i dociekliwość analityczno-interpretacyjna również. Zauważono też różnice zarówno w sposobie werbalizacji poetyckiej, jak i w skali i jakości doświadczeń życiowych obu autorek. Ostatni, pożegnalny wieczór literacki zaplanowaliśmy na wesoło. Można było przedstawić dowolne swoje teksty żartobliwe różnego gatunku: fraszki, limeryki, aforyzmy, utwory satyryczne, monologi, humoreski itp. Naszym zajęciom często towarzyszył śpiew. Dzięki bowiem inicjatywie organizatorów przebywali z nami na plenerze wokaliści: Małgorzata Siemieniec (Kielce) ze swoją śpiewającą wnuczką Samantą (absolwentką gimnazjum warszawskiego) oraz znakomity bard – Rosjanin od 30. lat mieszkający w Polsce – Eugeniusz (Żenia) Tiemnikow z Warszawy. Wystąpili też oni w ośrodkach wczasowych w Międzyzdrojach i międzywodzkim „Rzemieślniku”. Tu dołączyła do nich ze swoimi humoreskami, świetnie aktorsko wykonanymi, koleżanka literatka – Antonina (Tosia) Marcinkiewicz. Udana była też nasza plenerowa dyskoteka „W stylu retro”, przygotowana profesjonalnie przez męża Beaty Kępińskiej – Michała. Z zawodu lekarza, ale dobrze humanizowanego i otwartego na doznania artystyczne. Na pożegnanie, z wcześniej wyjeżdżającą Joanną i Żeniem oraz na zakończenie pleneru, Urszula Kwiatkowska-Sznerch obdarowała większość uczestników oryginalnie wykonanymi portretami-kolażami (dla wszystkich nie starczyło materiału). W jej pracach nie tyle chodziło o uchwycenie podobieństwa fizycznego twarzy, lecz zasugerowanie znakiem plastycznym „portretu wewnętrznego” danej osoby. Małżonek wyżej wymienionej obiecał też uczestnikom przesłanie pocztą, jak co roku od trzech lat, fotograficznego fotoreportażu z naszego pobytu w Międzywodziu. Pobyt nasz był, jak widać, wielce urozmaicony…

Tadeusz Sznerch
Komisarz pleneru
06 września 2018 r

Comments

comments