Działo się to bardzo dawno temu. Nie było wtedy jeszcze latarni morskiej w Kołobrzegu, ani w ogóle miasta. Za to istniała w tym miejscu osada i dużo wolnej, zielonej przestrzeni.
Ludzie trudnili się rybołówstwem oraz pozyskiwali sól z solanek. W tamtych czasach sól była źródłem bogactwa. Transportowano ją nieraz wiele kilometrów, bowiem zwłaszcza latem, służyła do przechowywania ryb i mięsiwa. Innym bogactwem był wyrzucany przez morze bursztyn. Miejscowi ludzie zasłynęli z wytwarzania z niego pięknych ozdób.
W jednej z małych chatek, nad brzegiem morza tuż za wydmami, po prawej stronie lasu mieszkała szczęśliwa rodzinka: mama Anna, tato – Josef i synek Gniewko.

Dziecko przyszło na świat w Noc Kupały, kiedy to na pobliskiej polanie tańczyły leśne wróżki. Iris, Amalia i Gizela z ukrycia obserwowały narodziny chłopca. Bardzo im się spodobał malec o blond włoskach i niebieściutkich oczach. Gdy chłopczyk zasnął, sypnęły na niego garść srebrnego pyłu i wypowiedziały zaklęcie. Miało ono chronić dziecko przed złymi mocami oraz obdarzyć niezwykłymi talentami. Czas mijał a Gniewko rósł zdrowo i rozwijał się prawidłowo. Tato Josef strugał dla chłopca drewniane zabawki. Oczywiście w wolnym czasie, bo zajmował się łowieniem ryb. Mama -trudniąca się garncarstwem ulepiła glinianego ptaszka – gwizdek. Synek szczególnie upodobał sobie tę zabawkę.

Kiedy już trochę podrósł, Gniewko często chodził z kolegami do lasu na jagody. Bardzo lubił przy tym słuchać śpiewu ptaków. Mama poprosiła go, żeby zabierał ze sobą gliniany gwizdek i co jakiś czas zagwizdał. Słysząc sygnał była spokojna, że syn znajduje się niedaleko. Gdy koszyk zapełnił się jagodami, Gniewko biegł wąską ścieżką prowadzącą prosto do morza, siadał sobie na wydmach, patrzył w dal i marzył… Fale zdawały się mówić do niego – chodź tu, chodź do nas… Krzyki mew sprowadzały go z obłoków na ziemię. Czas wracać do domu.
Po drodze mijał duży staw w lesie z niewielką wysepką na środku. Tam zawsze było gwarno od dzikich kaczek i gęsi. Te piękne, kolorowe ptaki lubiły tu przylatywać wiosną. Upodobały sobie to miejsce na okres lęgowy. W domu czekał już na Gniewka obiad, najczęściej składający się z polewki oraz ryb. Zwykle były to śledzie, rzadziej dorsz – bo takie ryby ojciec najczęściej łowił.
Po południu chłopak z mamą wiązał zerwane sieci, aby rano znów mogły służyć ojcu w pracy.

Któregoś dnia, a były to urodziny chłopca zdaje się, Gniewko spacerował nad stawem. Patrzył jak mama gąska wyprowadza swe małe na spacer. Tata gąsior stał z boku i sykiem odstraszał intruzów. Gniewko był częstym bywalcem w tej okolicy, więc mógł śmiało się przyglądać. Wtem! Zza krzaków wyłonił się lis i porwał jedną z gąsek – tę najładniejszą. Była śnieżnobiała, śliczna, malutka i puchata. Mama-gęś głośno płakała a tato syczał z bólu i biegał w kółko. Akurat przechodziła tamtędy rodzina z małą dziewczynką, obserwując zdarzenie.
– On ją gryzie, mamo – zawołało dziecko. Gniewko zerwał się na równe nogi i pobiegł za liskiem. Ozyskał gąsiątko i oddał rodzicom. Znów rozległy się krzyki, tym razem wesołe.
– Mamusiu! To bohater, uratował gąskę – powiedziała dziewczynka. I wszyscy radowali się, że ptaszek żyje. Gdy już ludzie poszli, Gniewko położył się na trawie… Wtem z oddali usłyszał piękną muzykę.

Głosy dochodziły z wysepki na środku stawu. Jak przez mgłę zobaczył piękną dziewczynę z długimi, falistymi blond włosami. Nie zdążył się jej przyjrzeć, bo nagle wszystko zniknęło.
Obok na trawie leżała fujarka a on usłyszał tylko głos
– Jeśli jeszcze kiedyś będziesz chciał mnie zobaczyć to zagraj a pojawię się…
Nie wiedział co znaczą te słowa i kto je mówił ale odtąd pilnie ćwiczył grę na fujarce a instrument był mu posłuszny.

I tak mijały lata. Z małego chłopca Gniewosz stał się mężczyzną. Dziewczyny z okolicy się za nim oglądały. Zwłaszcza Helena była zauroczona chłopakiem. Wszędzie za nim chodziła jak cień. Była bardzo ciekawa, gdzie Gniewko znika w swoje urodziny. Ale on myślał tylko o tamtej pani znad stawu…
Nadszedł dzień osiemnastych urodzin. Młodzieniec pobiegł do lasu, nad stawek. Gdy tak siedział i marzył, ptaki śpiewały, na chwilę jego wzrok padł na wyspę. W świetle słońca ujrzał piękną postać.
Tańczyła w złocistej, zwiewnej sukience. Jej długie blond włosy niemal dotykały ziemi. Błękitna pelerynka falowała na wietrze. Towarzyszył jej wianuszek małych kolorowych ptaszków, które śpiewały piękną piosenkę. Gniewosz uniósł się, żeby lepiej widzieć i trzasnęła pod nim złamana gałązka. Piękna pani i cała jej świta zniknęły a przed nim na stawku pojawiła się kaczuszka. Cała była żółta z lekko złocistym odcieniem a na szyi miała niebieski kołnierzyk. Chwilę patrzyli na siebie… Naraz ptak przemówił ludzkim głosem.

– Witaj Gniewoszu, spłoszyłeś mnie, więc proszę Cię dochowaj tajemnicy. Mam na imię Iris i jestem strażniczką tego miejsca. Moje starsze siostry Gizela i Amalia, pilnują plaży i morza.
Dziś jest Święta Noc Kupały i będą rytualne tańce przy ognisku, zapewniające wieczną młodość i zdrowie. Sądzę, że mógłbyś w nich uczestniczyć. Tylko nie mów nikomu! Jeśli ktoś
z ludzi się dowie, to cały czar pryśnie.
Helena była ukryta w krzakach i nie słyszała dokładnie wszystkiego. Postanowiła zaczekać do wieczora…

Urodziny trwały w najlepsze. Gdy na dworze zaczęło się ściemniać, Gniewko wymknął się z domu nad staw. Płonęło ognisko i wróżki już zaczęły swoje tańce.
Gizela nieco nostalgiczna, miała włosy niebieskie i granatową jak morze sukienkę. Amalia była czarnowłosa a suknia jej czerwienią płonęła… Gniewko zachwycony wziął swoją fujarkę
i zagrał. Muzyka płynęła ponad lasem. Helena schowana w zaroślach nigdy nie słyszała tak pięknej melodii. Dla niej Gniewosz tak nigdy nie zagrał. Zazdrość wzięła górę. Wybiegła zza krzaków.
– A więc tu się ukrywasz przed ludźmi. Co to za jedne?
W tym momencie ziemia zadrżała. Wróżka Iris podbiegła do Gniewka.
– Zdradziłeś nasz sekret. Wszystko przepadło… I po policzkach spłynęły jej łzy.

Wielka fala pochłonęła ognisko, stawek z wyspą. W jednej chwili wszystko zniknęło. Staw częściowo zmienił się w bagna. Z wyspy został tylko mały fragment.
Gizela zanurzyła się w morzu, Amalia nadal pilnuje plaży jako ciepły wiatr od lądu. W lecie można poczuć na policzku jej delikatny pocałunek. Iris zamieniła się w żółte kwiaty, które rosną tam do dziś rozlewając delikatną woń (to irysy wodne). Jesienią, gdy pada deszcz ludzie mówią, że to łzy wróżki Iris ożywiają staw.

A co z Gniewkiem? – zapytacie. Zapadł się pod ziemię z rozpaczy. Helenie zaś udało się uciec. Dożyła sędziwych lat aby mogła opowiadać dzieciom tę historię.

Powiadają ludzie, że na Smolnych Bagnach – tak nazywa się teraz to miejsce -można spotkać oprócz ptaków płazy, gady, ważki, motyle, mnóstwo roślin wodnych a czasami jeszcze ducha Gniewka, który błądzi we mgle szukając swojej Iris.

P. S. Nie płaczcie drogie dzieci. Wróżki to do siebie mają, że czasem znikają…
*Smolne Bagna znane są obecnie jako EkoPark Wschodni i mieści się tu rezerwat przyrody, zwłaszcza dzikich ptaków.

Comments

comments