Grażyna Perlińska poetka, wiersze, poezja. KołobrzegPiotruś i zagubiona muszla
Grażyna Perlińska

Ta historia zdarzyła się dawno temu w Kołobrzegu… Było wczesne lato. Plaża pełna turystów… Piotruś z mamą na kocyku, zasłonięci parawanem. Joanna opalała sobie plecy. Piotruś zwabiony śpiewem syreny
podbiegł do brzegu. Wszedł do wody i przycupnął. Zaczął rękoma gładzić wodę, usiłując chwycić falę. Nagle morze wyrzuciło na brzeg piękną, dużą muszlę. Chłopiec zachwycił się znaleziskiem. Przyłożył muszlę
do ucha i usłyszał szum wody a w głębi śpiew. Dziewczęcy, dźwięczny głos zawodził tęskną melodię… Opowiadał o pięknym podwodnym świecie.
Piotruś słuchał z otwartą buzią.
– Mamusiu, zobacz co znalazłem! Zaniósł muszlę mamie. Ale ona słyszała tylko szum morza. Po powrocie do domu skarb wylądował na półce w witrynce. Mały Piotruś zapragnął nauczyć się nurkowania. Najpierw trenował w wannie, a potem mama zapisała go na specjalne zajęcia z pływania. Zrobiła to niechętnie, ponieważ tatuś Piotrka był marynarzem i zaginął na morzu podczas akcji ratunkowej. Minęło od tej pory trochę czasu ale oboje z dzieckiem tęsknili za Jerzym i wierzyli, że się jeszcze odnajdzie. Gdy Piotruś dobrze już nurkował, każde lato spędzali nad morzem. Któregoś razu chłopiec wypłynął na otwarte morze. Czuł się jak ryba w wodzie. Nagle usłyszał tę samą melodię, co wtedy, gdy znalazł muszlę. Popłynął w kierunku skąd dochodził głos. Zanurkował. Wtem dostrzegł światło na dnie. Podpłynął bliżej. Oczom jego ukazała się piękna syrenka. Była to pół-dziewczyna i pół-ryba. Miała śliczną buzię, otoczoną rudymi lokami i bardzo błyszczący złoty ogon zamiast nóg.
– Mam na imię Aurelia – powiedziała. Jestem córką Jordana, króla mórz. A ty jak się nazywasz?
– Piotruś – powiedział chłopiec.
– Mieszkasz tutaj? – zapytał.


– Tak – odparła syrenka – Tu niedaleko w pałacu. Jestem najmłodsza z wszystkich syren i nie mam się z kim bawić. Czasem jest mi smutno, dlatego sobie śpiewam. Zgubiłam swoją muszlę, która była moim mikrofonem.
– Bardzo ładnie śpiewasz. To ja mam twoja muszlę. Znalazłem na plaży. Jak chcesz to będę tu przypływał i będziemy się razem bawić.
– Dobrze – ucieszyła się syrenka. Od tego dnia Piotruś codziennie płynął do Aurelki. Żeby mu było łatwiej pod wodą syrenka podarowała chłopcu złote skrzela, które przypinało się do szyi na czas nurkowania.
Kontaktowali się też za pomocą muszli. Któregoś dnia chłopiec opowiedział syrence o swoim zaginionym ojcu. Smutno się zrobiło Aurelce. Postanowiła pomóc chłopcu. Wieczorem, podczas rodzinnej uczty w pałacu podwodnym, syrenka zapytała swego ojca:
– Tatusiu, czy nie słyszałeś o zaginionym marynarzu? Mój przyjaciel go szuka…
Na co ojciec odparł.
– Ależ tak, drogie dziecko, mój brat ma go w swej kolekcji. Piękny okaz. Naprawdę bardzo przydatny. Pod Australią jest słodkie morze, w którym mają swój zamek Jordamar i Marli – wujostwo Aurelki. Mają oni trzech synów: Jarracha, Nullaha i Koena. Bardzo waleczni to byli młodzieńcy. Jordan przejął się losem Jerzego i od razu wysłał umyślnego delfina, który popłynął do królestwa Jordamara. Trwało to kilka dni i nocy. Po drodze delfin napotykał rożne przeszkody. Koniec z końcem dotarł wreszcie na miejsce. Wielki król słodkiego morza niechętnie zwrócił jeńca,
bo Koen, zwany Grzmotem, zaprzyjaźnił się z ojcem Piotrusia i nie chciał go oddać. Ale gdy dowiedział się, że syn i żona wciąż na niego czekają, to w końcu się zgodził. I tak ojciec Piotrusia dotarł do królestwa Jordana. Następnego dnia, gdy Piotruś dopłynął bawić się z syrenką, Aurelka miała dla niego niespodziankę.
– Chodź, Piotrusiu, zobacz co dla Ciebie mam.
I oczom zaskoczonego chłopca ukazał się jego tatuś. Miał wprawdzie długą brodę, ale Piotruś od razu go rozpoznał. Padli sobie w objęcia. Król Jordan cieszył się razem z nimi.
– A teraz czas do domu. Wracajcie do mamy.
I popłynęli…
Było już popołudnie, kiedy dotarli do plaży w Kołobrzegu. Mama z niepokojem wypatrywała syna. Jakież było jej zdziwienie, gdy obok Piotrusia ujrzała swego męża Jerzego. Radości nie było końca.
Mama urządziła przyjecie, na które zaprosiła całą rodzinę i przyjaciół. Jerzy wrócił do pracy w porcie. Ale już nie pływał na statkach. Nie chciał ponownej rozłąki z rodziną. Piotruś cieszył się z powrotu ojca. Bardzo był wdzięczny przyjaciółce syrence za pomoc w jego odzyskaniu. Często korzystał z muszli, w której oprócz szumu morza słyszał teraz radosny śpiew Aurelki. Bo prawdziwe szczęście to kochająca się rodzina.

Comments

comments