Quo Vadis?
Małgorzata Dziewięcka

Wszystko było szare. Cały świat.
Niebo, bruzdy, kamienista polna droga…
Kikuty poczerniałych od słot jabłonek znikały wraz z drogą w zasnutej szarością dali.
Pusto. Bezruch.
Zamyślenie zasnuwało wiejski krajobraz.

Nagle ujrzałam Go.
Szedł sam tą polną wiejską drogą.
Pochylony, z laską w dłoni, w białej szacie, białym ciepłym płaszczu na ramionach, białej czapeczce.
To On!
Sam!
Dlaczego sam?
Podbiegłam i ujęłam Go za rękę: „Ojcze Święty! Pomogę!”, zawołałam.
Szedł śpiesznie a ja z Nim trzymając Go za rękę.
„Ojcze Święty! Co mam robić?” – spytałam.
„ Rób to, co robisz teraz dla mnie: ujmuj starych ludzi za rękę i mów do nich.”
Szliśmy dokądś.
Dokąd On tak szedł?
„Ojcze Święty, dokąd idziesz?”
„Wracam do Kraju.”

Comments

comments